piątek, 17 lipca 2015

Natasza Socha i jej "Rosół z kury domowej"



Natasza Socha to autorka, która ma na swoim koncie kilka książek, m.in. są to "Macocha" i "Maminsynek", które przeczytałam i bardzo mile wspominam. Oprócz pisania książek prowadzi wraz z Moniką Paluszkiewicz bloga chilifiga, którego dość często odwiedzam w poszukiwaniu interesujących i zdrowych, niejednokrotnie odchudzonych, przepisów. Nic więc dziwnego, że skoro miałam możliwość zapoznać się z najnowszą książką tej autorki, sięgnęłam po nią  bez zastanawiania, zwłaszcza że tytuł "Rosół z kury domowej" jest wielce intrygujący.

Wiktoria - szczęśliwa żona, spełniająca się jako tak zwana pospolita "kura domowa". Chociaż nie, wróć! Wcale nie pospolita, bo czy każdy wie w jaki sposób pozbyć się plam z kawy, krwi, rdzy, a nawet szpinaku? Albo w jaki sposób właściwie użytkować parownik bambusowy i inne bardziej lub mniej egzotyczne sprzęty kuchenne? Albo jakie są zasady przechowywania różnego rodzaju dokumentów? A najdziwniejsze jest to, że to wszystko ją satysfakcjonuje, a spełnianie życzeń ukochanego męża to cel jej życia. Hmm... Dopóki mąż się nie znudzi i nie znajdzie sobie innego modelu... Co wtedy? 

Po rozstaniu z mężem Wiktora wyjeżdża do Niemiec do swojej ciotki Klary, gdzie poznaje trzy różne kobiety Leę, Judith i Marę. Każda z nich jest uwikłana w dość toksyczne związki, które mają jeden wspólny mianownik, a mianowicie zagubienie samej siebie oraz przeistoczenie się niemalże w męskie podnóżki. Mimo iż historie bohaterek są zupełnie różne to jakże bardzo prawdziwe... Dziewczyny zaprzyjaźniają się i odnajdują sposób, aby odnaleźć siebie, postawić własną osobę na piedestale i zacząć walczyć o bycie spełnioną. Sposób, który bardzo mi się spodobał i podejrzewam, że przypadnie do gustu większości kobiet, chociaż na początku może wydawać się zbyt odważny i ekstrawagancki. Czy bohaterkom uda się postawić na swoim i odnaleźć szczęście?

Książka bardzo plastycznie pokazuje jak można się zatracić w związku z niekorzyścią dla siebie, jak można się bezkompromisowo poświęcić dla drugiej osoby i jakie bywają tego efekty. Powieść jest prawdziwa, opisuje realne kobiety, miałam wrażenie, że każdą gdzieś już poznałam, a nawet w każdej mogłam odnaleźć cząstkę siebie. To jest właśnie sztuka napisać książkę o zwyczajnych problemach, zwyczajnych osobach w niezwyczajny sposób, dzięki czemu lektura jest czystą przyjemnością. Powieść daje także nadzieję na to, że każda kobieta może odnaleźć swoje szczęście, chociaż każda dojdzie do tego inną drogą. W tej książce najważniejsze są kobiety i tak powinno być również w życiu.

A na zakończenie mamy bonus - smakowite przepisy, z których możemy skorzystać i oddać się przyjemności konsumpcji smakołyków.

"Rosół z kury domowej" to kolejna udana powieść Nataszy Sochy, pełna pozytywnej energii i specyficznego poczucia humoru. Według mnie obowiązkowa pozycja dla każdej kobiety, ale także mężczyźni powinni się z nią zapoznać. Przeciwdziałajmy "ukurzaniu"!

Ocena: 5/6.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III...


wtorek, 10 lutego 2015

Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"


O "Pierwszej na liście" Magdaleny Witkiewicz napisano już wiele i nie wiem czy moja opinia zostanie zauważona w ogromie innych widniejących w internecie. Niemniej po przeczytaniu najnowszej książki popularnej, gdańskiej pisarki, nie mogłam się oprzeć, aby nie napisać choćby kilku słów o tej powieści.

Pewnego dnia Ina dowiaduje się, że jest pierwszą na liście, a to za sprawą obcej, przemoczonej dziewczyny, która zapukała do jej drzwi. Tylko o jaką listę chodzi? Biorąc pod uwagę fakt, że Ina jest dziennikarką, ciekawość przezwycięża w niej niechęć i do nieznajomej, i do niezaplanowanej sytuacji. W takich okolicznościach poznajemy główne bohaterki, a następnie strona po stornie poznajmy ich zagmatwaną historię.

Magdalena Witkiewicz przyzwyczaiła nas do tego, że jej bohaterki są prawdziwymi kobietami, z którymi bez problemu możemy się identyfikować. Nie są tylko dobre, ani tylko złe, popełniają błędy, jak to bywa w realnym świecie, a sytuacje, które im się przytrafiają są zarówno pozytywne, jak i negatywne. Chciałoby się rzec: "samo życie" i to właśnie dzięki temu książki tej autorki czyta się z olbrzymią radością.

"Pierwsza na liście" jest powieścią obyczajową, poruszającą między innymi bardzo ważny temat: białaczki oraz przeszczepu szpiku. W powieści są przedstawione dylematy jakie mogą się towarzyszyć podjęciu decyzji o byciu dawcą szpiku, a także wyjaśnienia, jak przebiega zabieg, które mają na celu rozwianie ewentualnych wątpliwości. Temat przeszczepu szpiku nie jest jedynym na jakim skupia się fabuła - znajdziemy w niej o wiele więcej interesujących tematów, które dadzą nam powody do zastanowienia się nad własnym życiem.

Jest to kolejna książka Magdaleny Witkiewicz, która skłania do refleksji, a być może do podjęcia istotnej decyzji, która może mieć wpływ na życie wielu osób. Jeżeli chociaż jedna osoba, po lekturze "Pierwszej na liście" zarejestruje się jako dawca, to będzie to przeogromny sukces autorki, a mam nieodparte przeczucie, że tak właśnie będzie.

Lektura zdecydowanie warta poświęconego jej czasu, jednocześnie wzruszająca i optymistyczna, pełna problemów i kłopotów, a z drugiej strony wypełniona nadzieją. Magdalena Witkiewicz po raz kolejny udowadnia, że można napisać w lekkim i przyjemnym stylu, powieść dotykającą ważkich kwestii. Jednym słowem mogę podsumować: POLECAM! 

Książka przeczytana w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III.

Ocena: 5/6.


sobota, 17 stycznia 2015

"Macocha" Natasza Socha

Po pozytywnych recenzjach "Macochy" Nataszy Sochy postanowiłam, że muszę tę książkę przeczytać, tym bardziej, że już miałam przedsmak pióra pani Nataszy dzięki "Gotuj, karm i kochaj", co wspominam bardzo pozytywnie.


Czy w wieku trzydziestu lat można zostać macochą nastoletniej dziewczyny? Oczywiście, że można, ale jakie odczucia towarzyszyć mogą towarzyszyć tej relacji? Roma żyje sobie spokojnie ze swoim mężem "z odzysku", aż pewnego dnia przed drzwiami staje córka tegoż męża z informacją, że teraz to pomieszka z nimi. Roma jest przerażona! Jak to? Przecież nie planuje nawet własnego dziecka, a co dopiero wyrośnięte dziecko męża i innej kobiety? Pasierbica okazuje się indywidualistką pod każdym względem, natomiast macocha wcale nie jest, jak przystało na macochę, okropną heterą, tylko roztrzepaną, chcącą za wszelką cenę zachować urodę, młodą kobietą. Czy dwa tak odmienne charaktery będą w stanie się dogadać? Czy też tytułowej macosze uda się pozbyć intruza z domu?

Książka jest napisana w formie pamiętnika. Widzimy wszystkie wydarzenia oczami Romy i poznajemy jej odczucia odnośnie opisywanych sytuacji. Jest to bardzo zmyślny zabieg, ponieważ niejednokrotnie powoduje głośne wybuchy śmiechu, po tym jak przeczytamy co myśli o czymś główna bohaterka, a następnie jakie działania w danej kwestii podejmuje. Uwielbiam takie książki, wywołujące uśmiech na mej twarzy nie tylko podczas czytania, ale także wtedy, kiedy sobie o niej przypomnę. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić "Macochę" wszystkim, którzy lubią lekkie i przyjemne lektury, potrafiące rozbawić czytelnika.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III.

Ocena 5/6.