środa, 22 listopada 2017

Magdalena Majcher - Wszystkie pory uczuć. Jesień



Magdalena Majcher to kolejna polska pisarka, którą "poznałam" w ostatnim czasie. Jest autorką ksiażek obyczajowych, a oprócz tego blogerką, recenzentką i freelancerką. Ja miałam przyjemność przeczytać jej najnowszą książkę "Wszystkie pory uczuć. Jesień", która jest jednocześnie zapowiedzią cyklu powieści w rytmie pór roku.

Hania jest byłą wychowanką domu dziecka, której się udało. Znalazła męża, dzięki któremu nie musi martwić się o finanse, mają nastoletnią córkę, która dobrze się uczy i nie stwarza problemów wychowawczych. Na pierwszy rzut oka wszystko jest idealnie. Ale jak to bywa w życiu, pod piękną fasadą bardzo często można znaleźć rysy... Hania czuje się ciągle porównywana do pierwszej, tragicznie zmarłej,  żony Andrzeja, a do tego córka zaczyna przejawiać nastoletni bunt. Ale czy na pewno? Czy pod typowym młodzieżowym zachowaniem nie kryje się coś jeszcze? Oprócz tego główna bohaterka już się chyba wypaliła jako zawodowa pani domu. Czy przypadkiem nie żałuje, że kiedyś łatwo i szybko porzuciła pracę zawodową na rzecz ogniska domowego?

Problemy, dylematy i niezadowolenie dotykają niejednej kobiety w normalnym życiu, dlatego ta książka może stać się bliska wielu czytelniczkom. Kłopoty z dorastającymi dziećmi także pojawiają się często, ale kiedy to jest spowodowane jakimś wydarzeniem, a kiedy to tylko nastoletnie chimery, jak to rozpoznać i jak wyjaśnić sytuację? Przed Hanią trudne zadanie wyprowadzenia losów rodziny na prostą. 

Magdalena Majcher skonstruowała bardzo przyjemną i ciepłą opowieść, polubiłam większość bohaterów. Jedynie nie bardzo mi pasował Andrzej - mąż głównej bohaterki: niby kocha Hanię, ale ciągle wspomina pierwszą żonę, niby Hania ma w nim wsparcie, ale jakby co to on jest ciągle zajęty pracą, wydawał mi się pełen sprzeczności. Chociaż na pewno nie można o nim powiedzieć, że jest złą postacią, po prostu dla mnie nie był spójny. Główna bohaterka za to posiada cechę, która na pewno spodoba się większości czytelniczek: uwielbia czytać książki i spędzać wieczory pod kocykiem z kubkiem herbaty w jednej ręce, a książką w drugiej - zupełnie jak ja. ;)

"Wszystkie pory uczuć. Jesień" to idealna lektura na jesienne wieczory, przy której spędzimy miłe chwile. U mnie tak się stało i nie mogę się doczekać kiedy podczas innej pory roku, będę się zagłębiać w kolejną powieść w rytmie kolejnej pory uczuć. :)

Ocena: 5/6.

pascal.pl

poniedziałek, 6 listopada 2017

Iga Wiśniewska - Urodzeni, by przegrać



Iga Wiśniewska to młoda autorka, której twórczości nie miałam okazji wcześniej poznać, pomimo tego że kilka książek już ma na swoim koncie. W tym miejscu powinnam bardzo podziękować Cyrysi za  Book Tour, dzięki któremu książka Igi Wiśniewskiej "Urodzeni, by przegrać" trafiła w moje ręce, a ja poznałam kolejną wartą czytania autorkę z naszego rodzimego podwórka. 

Diana i Karol to główni bohaterowie, którzy kiedyś... w innym miejscu... w innym czasie... mieli szansę na wspólną przyszłość. Jedno zdarzenie wszystko zmieniło. Teraz spotykają się, po dłuższym czasie w innym mieście, ale z "bagażem" z przeszłości. Czy prawdą jest powiedzenie stara miłość nie rdzewieje? A może lepiej będzie zerwać znajomość, by nie rozdrapywać ran? Czy też może łatwiej będzie się otworzyć przed osobą, której nie trzeba wszystkiego tłumaczyć? To nie takie proste jakby się mogło wydawać. Kierowanie się szlakami wytyczonymi przez bohaterów sprawi ogromną przyjemność czytelnikowi.

Genialnie skonstruowana opowieść o tym, z jakimi problemami mogą borykać się młode osoby w obliczu tragedii, na którą nie miały wpływu. Przedstawiony brak wsparcia rodziców w takiej sytuacji może być miażdżący. Dawno nie miałam okazji przeczytać tak interesującej książki. Nie jest to zwykły sztampowy romans, to świetnie napisane studium psychiki młodych ludzi po traumatycznych przeżyciach. Książka, od której nie mogłam się oderwać, a od dawna mi się to nie zdarzyło. 

Książka warta przeczytania, polecam wszystkim którzy lubią nieoczywiste książki. Zwłaszcza, że autorka dawkuje czytelnikowi historię z przeszłości i dość długo nie ma się pojęcia co też mogło wpłynąć na takie, a nie inne zachowanie bohaterów.

Ocena: 5/6.



poniedziałek, 2 października 2017

"Apteka marzeń" Natasza Socha


Natasza Socha znana z wielu książek z humorystycznym podejściem, napisała książkę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Sięgając po "Aptekę marzeń" nie wiedziałam do końca o czym jest - nie czytałam notki na okładce, ani innych opinii, aby się w żaden sposób nie sugerować. Po pierwszych stronach wiedziałam, że będzie mi ciężko czytać, zwłaszcza że mam małe dzieci. Dlaczego? Ponieważ jest to książka o raku, o raku wśród dzieci.

Rak. Słowo, które działa jak karabin. Rozbija wszystko w drobny mak: dom, rodzinę, pracę, poukładane życie, radość i szczęście.To jest wyrok i trzeba być niesamowicie silnym, aby udźwignąć ten ciężar, zwłaszcza jeżeli ta diagnoza dotyka dziecka. Dziecka mającego kilka lat, ale także dziecka będącego nastolatkiem. Rodzic powinien być twardzielem, a niejednokrotnie w takich sytuacjach twardzielami okazują się ci najmłodsi.

Główne bohaterki są dwie: jedna to kilkuletnia Ola, która jest, tak samo jak jej historia, prawdziwa oraz nastoletnia Karolina, która jest postacią fikcyjną, co nie znaczy, że nie jest realistyczna. Autorka przedstawia nam historie rodzin, które zostały dotknięte przez tę paskudną zmorę naszych czasów - nowotwór. Nie mogę i nie chcę napisać nic więcej o fabule, ponieważ ta książka zasługuje na to, aby każdy mógł ją przeczytać i poznawać historię strona po stronie.

Genialnie rozpisana narracja: z jednej strony matka małego dziecka borykająca się z chorobą córeczki i wszystkimi problemami, które się pojawiają w czasie walki o zdrowie, z drugiej nastoletnia dziewczyna, przed którą życie dopiero się rozpoczyna, a już rzuciło jej pod nogi ogromną kłodę. Przepięknie napisana opowieść o nadziei, marzeniach, przyjaźni, miłości oraz walce. Emocje wyzierają z każdej strony, raz jest zabawnie, raz wzruszająco.

To jest książka, która może spowodować zwiększenie zarejestrowanych dawców szpiku. Ja swój pakiet zamówiłam. Dzięki tej powieści chce się być lepszym człowiekiem. "Apteka marzeń" jest po prostu piękną opowieścią, która na długo pozostanie w moim sercu.

Ocena: 6/6.


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kto czeka na Ósmy cud świata?

Witajcie po dłuższej przerwie. Mam dla Was fantastyczną wiadomość: 13 września 2017 będzie miała miejsce premiera najnowszej powieści mojej ulubionej, a zaraz bestsellerowej polskiej pisarki Magdaleny Witkiewicz, inspirowana podróżą autorki do Wietnamu.

 „Ósmy cudświata” to opowieść o singielce poszukującej najważniejszych wartości w życiu. W tle Wietnam z malowniczą zatoką Ha Long i tętniącym życiem Hanoi. Bohaterka powieści Anna - singielka, odnosi sukcesy, żyje wygodnie i bez zobowiązań, ale cały czas nie czuje się spełniona. Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem towarzyszących jej emocji postanawia wyjechać do Wietnamu. To co tam ją spotka już na zawsze pozostawi ślad. Czy jej decyzje mogą zaważyć na losach innych ludzi? Czy szczęście, którym się cieszy rozsypie się nagle jak domek z kart? Anna przeżywa wietnamską przygodę  i odkrywa swój własny ósmy cud świata. 

Magdalena Witkiewicz bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i studiów MBA. Z zawodu analityk marketingowy, specjalista od modeli ekonometrycznych, z pasji pisarka. Uwielbiana przez kobiety, od lat wzrusza i  motywuje swoje czytelniczki, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Jej książki  czytają Wietnamki, Litwinki i Amerykanki. W swych powieściach porusza trudne tematy  samotności, poszukiwania sensu życia, dokonywania często niełatwych wyborów,  miłości. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych  sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Dla dzieci i dla dorosłych. 
A czasami tylko dla dorosłych.  

Jej najnowsza książka „Ósmy cud świata” jest inspirowana podróżą autorki do Wietnamu, gdzie w 2014r. Magdalena Witkiewicz reprezentowała Polskę na  Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi.


Tytuł: Ósmy cud świata 
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia 
Data premiery: 13 września 2017 


Ciekawe kto z Was czeka z niecierpliwością na tę książkę? Oprócz mnie rzecz jasna... ;-)

środa, 29 marca 2017

Emma Chase "Unieważnienie"


Emma Chase to mieszkająca w New Jersey autorka, która w Polsce zasłynęła dzięki serii Tangled. Seria ta wpisała się panującą ostatnimi czasy modę na erotyczne obyczajówki i romanse. Dzięki specyficznej narracji zyskała także wiele wiernych czytelniczek. Dzięki akcji Book Tour prowadzonej przez Literacki Świat Cyrysi miałam okazję zapoznać się z najnowszą powieścią Emmy Chase "Unieważnienie".

Główny bohater Stanton Shaw jest przyjacielem Drew Evansa, także możemy się mniej więcej spodziewać jaki ma charakter lub raczej jaki wpływ na jego postrzeganie świata ma cielesność i seksualność. Oczywiście Stanton jest przystojny, zaradny, ma świetną pracę oraz powodzenie u kobiet. Ma także dziewczynę, z którą "chodzi" od czasów średniej szkoły, która jest matką jego jedenastoletniej córki i która mieszka bardzo daleko. Łączy ich nietypowy związek: kiedy Stanton jest w Mississipi to są razem, natomiast kiedy jest w Waszyngtonie to... robi co chce, głównie ze swoją współpracownicą Sofią. Kiedy dociera do niego zaproszenie na ślub własnej, osobistej dziewczyny, wszystko staje na głowie. Przecież nie może pozwolić na to, aby ktoś mu zabrał Jenny, ale nie może też zostawić Sofii w Waszyngtonie, bo ktoś może ją poderwać. Ot dylemat. Zabiera więc Sofię do rodzinnego miasteczka Sunshine i wtedy się zaczyna... 

Bardzo zabawnie skonstruowana opowieść, która nie pozwala się oderwać od lektury. Niejednokrotne wybuchy śmiechu lub chociaż uśmiech na twarzy gwarantowane, ale do tego autorka już nas przyzwyczaiła. Lekki i humorystyczny styl narracji powoduje to, że lektura tej powieści jest przyjemnością i chciałoby się więcej. Chociaż dla mnie nie do pomyślenia jest taki "związek" jak ten przedstawiony, to jednak stanowi on ciekawą podstawę fabuły. Książka warta polecenia, idealna na jeden lub kilka wieczorów.

Ocena: 5/6.




poniedziałek, 20 marca 2017

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów"




Po "Hormonii" i "Dziecku last minute" przyszedł czas na trzecią część z serii Matki, czyli córki Nataszy Sochy, czyli na "Kobiety ciężkich obyczajów".

Fabuła "Kobiet..." skupia się na Kirze oraz jej prababce Kwirynie. I jedna, i druga prowadzą bujne życie towarzyskie skupiające się na mężczyznach, chociaż każda na inny sposób. Czy może tak być, że losy jednej mogą mieć wpływ na to co w przyszłości spotka jej potomkę? Podczas lektury niejednokrotnie nasuwa się myśl, że czasami bywa tak, że los się powtarza, nawet jeżeli nie toćka w toćkę, to jednak podobieństwo historii jest zauważalne. Być może w genach można przekazać łatwość manipulowania i zabawy  męskim rodem? Na pewno przyczynia się do tego niecodzienna wada wrodzona, jaką jest różnobarwność tęczówek, która przytrafia się głównym bohaterkom.

Autorka pięknie lawiruje pomiędzy czasem rzeczywistym, a czasami przed i powojennymi. Przedstawia nam losy eksluzywnej prostytutki ponad pół wieku temu, z jakimi problemami i rozterkami musi się borykać będąc kobietą lekkich, a raczej ciężkich, obyczajów. Natasza Socha zestawiła bardzo spójnie dwa różne światy. Przy okazji w książce zostały dopowiedziane losy pozostałych kobiet z rodziny, dzięki czemu wyjaśniły się niejasności z poprzednich części.

Wszystkie bohaterki Nataszy Sochy są dumne i pewne swoich racji, przez co niesnaski i nieporozumienia nie zostają wyjaśnione, tylko przez cały czas drzemią w zakamarkach dusz. To co daje się zauważyć to to, że kobiety nie potrafią porozmawiać o swoich odczuciach, uczuciach i pragnieniach oraz to, że każda obiecuje sobie być przeciwieństwem swojej matki, żeby dać córce to co najlepsze i to czego jej brakowało, a okazuje się, że to wcale nie o to chodzi. Konstancja, która miała zdecydowanie za mało miłości matki, niemal zadusza Kalinę nadopiekuńczością, z kolei Kalina daje tyle swobody Kirze, ile tylko może, a nawet więcej. Jednak Kira nie tego oczekuje, ponieważ jej zależy na zainteresowaniu ze strony matki. Niestety w każdym przypadku nie jest dobrze, trudno jest znaleźć i uzyskać równowagę w relacjach matka-córka.

Przepiękna okładka przyciąga wzrok i działa hipnotyzująco, chociaż muszę się zgodzić z opinią przeczytaną gdzieś w czeluściach internetu, że idealnie by było, gdyby z okładki spoglądało jedno oko niebieskie, a drugie brązowe. Zgodnie z przysłowiem: nie powinno się oceniać książki po okładce, ale w przypadku "Kobiet cieżkich obyczajów" zdecydowanie ocena okładkowa idzie w parze z oceną zawartości. Kolejna świetna książka o kobietach i dla kobiet. A co jest najlepsze? Zakończenie wprowadza mały zamęt i daje nadzieję, że być może... 

Ocena: 5/6.

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Pascal.

niedziela, 19 lutego 2017

"Odważona. Dziewczyna minus 70kg" Danuta Awolusi

 
Jakakolwiek walka z kilogramami do łatwych nie należy, i nie ma tu znaczenia czy trzeba zrzucić ich kilkadziesiąt, kilkanaście czy kilka. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek próbował. Potrzeba bardzo dużo silnej woli i chęci. Pomimo tego, iż raczej stronię od książek typu "ni to pamiętnik, ni to poradnik" to w moje ręce trafiła najnowsza książka Danuty Awolusi "Odważona. Dziewczyna minus 70kg". I muszę tu szczerze powiedzieć, że dawno nie czytałam tak fajnej i mądrej książki, od której nie można się oderwać, potwierdza to fakt, iż przeczytałam ją w ciągu jednego dnia (a taki cud mi się nie zdarza, odkąd mam dwójkę dzieci;) ).

Danuta Awolusi pochodzi ze Śląska, aktualnie mieszka w Warszawie, jest copywriterką, blogerką oraz pisarką, zakochaną w muzyce gospel. W swojej najnowszej książce zapoznaje nas ze swoją historią, historią osoby przy tuszy, którą była chyba od zawsze, do momentu kiedy na przełomie 2012/2013 roku obudziła się w niej Dzika Kobieta, dzięki której postanowiła wprowadzić kilka zmian w swoim dotychczasowym życiu. Małymi kroczkami, nie po to aby osiągnąć cele, ale po to, aby wykonać misję, realizuje swoje noworoczne zamierzenia. 

Pokazuje nam jak trudnym tematem jest nadwaga dla osób borykających się z tym problemem. Nawet wtedy, kiedy innym wydaje się, że taka osoba akceptuje siebie i jest zadowolona ze swojego życia i wyglądu, naprawdę może to wyglądać zupełnie inaczej. I potrzebna jest ogromna siła walki, aby przetrwać wszystkie wątpliwości i zawirowania.

"Odważona" to rewelacyjnie skonstruowana opowieść przedstawiająca walkę z samym sobą i z obawami przed opinią innych ludzi. Czytając niejednokrotnie chciałam wykrzyczeć, żeby olała to co inni pomyślą czy powiedzą, niech myśli o sobie i tylko o sobie. Ale wiem że mi to łatwo powiedzieć, a gdybym była w podobnej sytuacji, też pewnie miałabym z tym problem.

Książka nie jest poradnikiem, autorka nie narzuca swoich rozwiązań, nie mówi: "rób tak i tak, bo to jedyna słuszna droga", co często można spotkać w tego typu książkach. Danuta Awolusi pokazuje co jej pomogło oraz udowadnia, że zawsze można dokonać zmiany, jeśli tylko się chce. Jeżeli chcesz zmienić swoje życie, to możesz się zainspirować historią Danusi, pomyśleć o sobie i zacząć działać. 

Jedyne czego mi brakowało, to może tego, że autorka nie napisała czy przydarzyła jej się kiedykolwiek sytuacja, która mogłaby zachwiać postanowieniem, a jeżeli tak, to jak sobie z nią poradziła.

Najbardziej mnie zaskoczyły zdjęcia na końcu książki - zdjęcia pięknej kobiety. Aż nie chce się wierzyć, że taka osoba może mieć problemy z poczuciem własnej wartości. Chociaż fakt faktem, że w trakcie kiedy była większa to skutecznie to swoje piękno ukrywała. W książce znajdziemy także kilka przepisów, które są bardzo ciekawe i mam nadzieję z nich skorzystać. Danuta Awolusi zapoznaje nas także z kilkoma historiami innych osób "plus size", które zaczęły działać i odniosły sukces. Brawo! Brawo dla Danusi oraz dla wszystkich, którzy zawalczyli.

"Odważona" to książka, którą warto przeczytać, żeby poznać świetną, piękną i mądrą kobietę, która potrafi zawalczyć o siebie, i dzięki której i ja i Ty także możemy to zrobić. Odpowiednia dawka motywacji zapewniona!

Ocena: 6/6.

wtorek, 1 listopada 2016

"Dziecko last minute" Nataszy Sochy




Natasza Socha jest znana ze specyficznego poczucia humoru, które odnajdziemy w wielu jej książkach oraz tego, że potrafi w łatwy i zabawny sposób przedstawić problemy kobiet, które niejednokrotnie do najłatwiejszych nie należą. Najnowsza powieść autorki to "Dziecko last minute", która jest wyczekiwaną kontynuacją świetnej "Hormonii".

W "Hormonii" byliśmy świadkami jak 46-letnia Kalina przechodzi bunt związany z okresem przekwitania. Po podróży do Amsterdamu z nowo poznanym mężczyzną Kosmą, podczas której Kalina robiła wszystkie bardziej lub mniej szalone rzeczy, na które do tej pory brakowało jej odwagi lub obawiała się komentarza swojej toksycznej matki, wraca z dwiema niespodziankami. Pierwsza to ojciec, którego jej matka Konstancja uśmierciła dawno, dawno temu, a druga to ciąża. Nieplanowana. Tylko jak o tym wszystkim poinformować matkę oraz córkę, które przyzwyczaiły się, że Kalina to cicha i potulna szara myszka, zawsze na ich zawołanie... A co jeżeli swoje racje zacznie wygłaszać mąż, który mężem nie powinien być od dawna, ale jakoś tak wyszło, że się formalności nie dopełniło? Ile wątpliwości i obaw może czekać na kobietę, której przydaża się późna ciąża, z czym taka ciąża się wiąże? 

Zbliżające się macierzyństwo w każdym wieku wywołuje wiele obaw, a co dopiero kiedy przydarza się wtedy, kiedy menopauza puka do drzwi... Ile rozterek może mieć kobieta w ciąży, od tych prozaicznych typu "jestem gruba i nieatrajcyjna", po te związane ze zdrowiem nienarodzonego dziecka, tego facet może nie zrozumieć...
Autorka zgrabnie prowadzi nas przez te trudne tematy, wplatając w fabułę wiele informacji na temat badań jakie muszą lub powinny przechodzić kobiety w ciąży w późniejszym wieku. Wszystko jest precyzyjnie i szczegółowo objaśnione. Do tego rozterki jakie miotają kobietą oraz jej otoczeniem w trakcie oczekiwania na pojawienie się dziecka.

Natasza Socha po raz kolejny udowadnia, że w lekkiej formie, okraszonej sporą dozą dobrego humoru można przekazać czytelnikowi wiele słodko-gorzkich tematów. Lektura jak zawsze sprawiła mi wiele przyjemności, a do tego rozjaśniła kwestie dotyczące badań prenatalnych. Niejednokrotnie uśmiech gościł na mojej twarzy i to jest najlepsza rekomendacja dla tej książki. "Dziecko last minute" jest lekturą idealną dla każdej kobiety, ale i panowie powinni się z nią zapoznać, by mogli lepiej zrozumieć swoje panie, w trudnym ciążowym okresie.

Ocena: 5/6.


Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Pascal. 

niedziela, 3 lipca 2016

"Hormonia" Nataszy Sochy



Natasza Socha to autorka znana ze specyficznego poczucia humoru, które pokazała czytelnikom między innymi w "Maminsynku" i "Macosze", a także z rewelacyjnych przepisów pojawiających się na blogu chilifiga.pl, który prowadzi wspólnie z Moniką Paluszkiewicz. Tym razem w moje ręce trafiła najnowsza powieść autorki o interesującym tytule "Hormonia".

Główna bohaterka Kalina ma 45 lat, matkę stale obecną w jej życiu, córkę obecną trochę mniej oraz męża, który mężem nie jest od dawna, ale na papierze dalej figuruje. Generalnie bardzo stateczne i uporządkowane życie, w którym niewiele jest miejsca na szaleństwa. Ale, ale... coś zaczyna zaglądać jej w oczy... "koszmar" wielu kobiet, który wydaje się im bardzo odległy, dopóki nie zaczynają rejestrować pierwszych objawów... Menopauza. Obawa przed tym zjawiskiem popycha Kalinę do rzeczy, na które nigdy wcześniej się nie zdecydowała, zwłaszcza że z matką łączy ją bardzo specyficzna więź, przez którą jest uwiązana przy rodzicielce. Czyżby nadszedł czas, aby w końcu dorosnąć i zacząć żyć własnym życiem? Ale jak sobie poradzić ze strachem przed przekwitaniem?  Czy odpowiedź na niecodzienny anons znaleziony w gazecie pomoże zmienić coś w postrzeganiu świata?

Podczas lektury ciężko mi było uwierzyć, że takie związki pomiędzy matką a córką, jak ten przedstawiony w "Hormonii", mogą istnieć naprawdę. Ale faktycznie, jeżeli rodzic zdusi charakter dziecka w dzieciństwie to wydaje się to możliwe... Autorka rewelacyjnie przedstawia toksyczną relację na poziomie matka-córka, która podczas lektury niejednokrotnie wprowadzała mnie w szok i niedowierzanie. Zdarzały się momenty, w których reagowałam niemal głośnym krzykiem: "Jesteś dorosłą kobietą! Decyduj o sobie sama!".  
 
"Hormonia" to świetne studium kobiecych hormonów dążących do harmonii, a pisarka w bardzo zgrabny sposób odczarowuje owianą złą sławą menopauzę, przed którą i tak ucieczki nie ma. Powieść napisana z dużą dawką dobrego humoru gwarantuje niejeden uśmiech podczas lektury.

Reasumując jest to powieść poruszająca interesujące tematy, napisana w bardzo dobry sposób, gwarantujący ekspresową lekturę. A najgorsze co może zrobić autor, to napisać taką książkę, od której nie można się oderwać i na zakończenie pozostawić czytelnika w ogromnym niedosycie. Natasza Socha to właśnie uczyniła, na szczęście w sieci pojawiła się już informacja, że druga część została wysłana do wydawcy, pozostaje zatem czekać z niecierpliwością do jesieni.


Ocena: 5/6.


Za możliwość przeczytania dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Pascal.

piątek, 17 czerwca 2016

"Dożywocie" z Martą Kisiel




Marta Kisiel to polska autorka, czy raczej Ałtorka - jak sama siebie nazywa, pisząca powieści i opowiadania z gatunku fantastyki. Z twórczością pani Marty miałam okazję się już zapoznać dzięki "Nomen omen", który nomen omen bardzo mi się spodobał. Natomiast o "Dożywociu" czytałam wiele pozytywnych opinii, tylko nigdzie nie mogłam znaleźć tej powieści. Aż doczekałam się wznowienia, zakupiłam własny egzemplarz i... odłożyłam na półkę w obawie przed zderzeniem oczekiwań z rzeczywistością (wszystko przez te przeczytane recenzje). Tak sobie to moje "Dożywocie" przeleżakowało do zeszłego tygodnia, kiedy to została jednogłośnie, jednoosobowo podjęta decyzja: czytamy! Teraz pozostaje mi tylko żałować, że tyle czasu czekałam...

Ale po kolei... Główny bohater - pisarz Konrad Romańczuk nieoczekiwanie dowiaduje się o spadku, jaki mu przypadł w udziale po nieznanym krewnym. W efekcie pozostawia za sobą miasto, niedoszłą narzeczoną i wybiera się na głęboką prowincję do Lichotki, aby w ciszy i spokoju oddać się napisaniu Dzieła Swojego Życia. Brzmi nieźle i całkiem sensownie. Ale czy na pewno tak będzie? Na miejscu zastaje gotyckie domiszcze z wieżyczką, w którym urzęduje niewyrośnięty anioł Licho w bamboszkach, uczulony na pierze, pradawny potwór Krakers uwielbiający gotować oraz panicz Szczęsny - widmo poety samobójcy. Tylko czy z taką gromadką dożywotników można normalnie funkcjonować? Do jakich sytuacji potrafią doprowadzić pomysły tej nietuzinkowej gromadki? Konrada czeka nie jeden orzech do zgryzienia...

Marta Kisiel wspięła się na wyżyny wyobraźni i zaszalała. Ale jak zaszalała... Jestem pod ogromnym wrażeniem wykreowanych postaci, każda z nich jest dopracowana w najmniejszych szczegółach. Licho przeogromnie mnie rozczulało w tej swojej niewinności i infantylności, Szczęsny wkurzał niemal tak, jakby stał obok i perorował wierszem miłosne wersety, a Krakers... Krakersa po prostu też chciałabym mieć w kuchni - tylko nie mam piwnicy... Główny bohater także został bardzo dobrze skrojony, czasami zimny drań myślący tylko o sobie, ale posiadający także cieplejszą stronę. 

Nie mam pojęcia jak to się autorce udało, ale skleciła rewelacyjną powieść, pełną wielu zabawnych i humorystycznych sytuacji. Styl jakim pisze Marta Kisiel jest dość specyficzny, jest tam dużo zabawy słowem i językiem, do tego wiele porównań i przeskoków myślowych. Jestem świadoma, że nie każdemu może odpowiadać taka forma pisania, ale ja jestem fanką tego rodzaju lekkiego pióra oraz takiej łatwości opowiadania niebanalnych historii. W związku z powyższym muszę stwierdzić, że "Dożywocie" trafiło na moją listę ulubionych, a co za tym idzie nie mogę się doczekać "Dożywocia 2", które mam nadzieję niedługo pojawi się w księgarniach.

Ocena: 6/6.

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Cześć, co słychać?" Magdaleny Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz to mieszkająca w Gdańsku pisarka znana między innymi z takich powieści jak: "Szkoła żon', "Pierwsza na liście" czy "Po prostu bądź", dzięki którym zaskarbiła sobie rzesze wiernych czytelniczek. Oczywiście rewelacyjnych książek Pani Magdaleny jest o wiele więcej i każdy znajdzie dla siebie odpowiedni gatunek: od książek dla dzieci, przez zabawne, rozweselające historie, aż po erotyki oraz powieści dotykające trudnych tematów i skłaniające do wielu przemyśleń. 

Najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz "Cześć, co słychać?" swoją premierę ma jutro, czyli 27 kwietnia 2016 roku i jest jedną z tych, po których zaczyna się burza myśli, gonitwa wspomnień i ogólne wypełnienie emocjami. Ostatnimi czasy mam zwyczaj, aby książki tej autorki dawkować sobie powoli, ponieważ gdybym tylko zechciała to mogłabym usiąść i za jednym zamachem przeczytać trzystustronicową powieść - tak działa wciągająca fabuła oraz interesujący bohaterowie.

Zuzanna zbliża się do czterdziestki, jest szczęśliwą żoną i matką dwóch wspaniałych córek, spełnia się zawodowo oraz świetnie daje sobie radę wypełniając wszelkie domowe obowiązki. Na znanym portalu społecznościowym odnajduje się z dawnymi przyjaciółkami Agnieszką, Moniką oraz Iwoną i postanawiają uczcić dwudziestolecie matury. Takie spotkania są bardzo sympatyczne i powodują wspominanie tego co było i minęło, a także dawnych znajomości i sympatii. Po takim właśnie spotkaniu i wspominaniu nabiera się ochoty napisać do Kogoś "Cześć, co słychać?", tylko że mogą to być bardzo znamienne słowa... Jak bardzo? Tego dowiecie się podczas lektury.

Książka jest swoistym studium kobiet w połowie życia. Pokazuje za czym tęsknimy (te cholerne motyle), co nas denerwuje (brak romantyzmu i wytarte koleiny) i o czym marzymy (tylko czy, aby na pewno o tym marzymy). Każda z bohaterek ma swoje kłopoty, smutki i radości, każda musi sobie jakoś poradzić ze swoim życiem, które w wieku lat 40 zbliża się do zakrętu i należy je odpowiednio z tego zakrętu wyprowadzić z powrotem na prostą... Zarówno bohaterki, jak i ich męskie towarzystwo są wyraziści i dobrze wykreowani.

"Cześć, co słychać?" to powieść, która bardzo wciąga i szybko się ją czyta, z pozoru ot przyjemna opowieść o codziennym życiu, ale czy na pewno? Magdalena Witkiewicz przyzwyczaiła nas już, że w jej książkach niczego nie powinniśmy brać za pewnik, ponieważ zawsze może nastąpić zwrot o 180 stopni. Po raz kolejny także muszę podkreślić genialny dar autorki do pisania powieści o nas: o tobie, o mnie, o mojej przyjaciółce, kuzynce, o wielu kobietach z najbliższego otoczenia. To jest niesamowite, ale czytając niejednokrotnie ma się ochotę by zakrzyknąć: "Hej, ale skąd wiesz? Przecież to o mnie!". A zakończenie daje do myślenia... Nic więcej napisać nie mogę, żeby nie zdradzić o czym jest tak książka. Powieść zdecydowanie warta polecenia.

Ocena: 5/6.

niedziela, 7 lutego 2016

"Houston, mamy problem" Katarzyny Grocholi

Początek roku rozpoczęłam postanowieniem, żeby w końcu przeczytać książki, które powiększyły moją biblioteczkę w poprzednich latach. I całkiem nieźle mi ten początek wyszedł, na pierwszy ogień ruszyłam "Houtson, mamy problem" Katarzyny Grocholi. Do tej pory lekko mnie odstraszała grubość tej pozycji, ale skoro ma się postanowienie noworoczne, to trzeba się do niego dostosować. Chociaż jakby nie patrzeć, proza pani Grocholi jest na takim poziomie, że nie miałam się czego obawiać. 

Główny bohater Jeremiasz jest samotny i liże rany po niedawnym rozstaniu z partnerką, która wydawała się być kobietą jego życia. Ale jak to w życiu bywa, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli... A w przypadku Jeremiasza widać to aż nadto. Wiele rzeczy mu nie wychodzi i trafiają mu się sytuacje tak absurdalne, że tytuł "Houston, mamy problem" jest jak najbardziej adekwatny. Dodam, że podczas czytania niejednokrotnie nasuwało mi się skojarzenie z filmem "Nic śmiesznego" i jego głównym bohaterem Adasiem Miauczyńskim...

Narracja z punktu widzenia mężczyzny jest bardzo ciekawa i wciągająca, a sam bohater sprawia sympatyczne wrażenie i nie da się go nie lubić. Sama historia jest raczej przewidywalna, ale i tak sprawia wiele przyjemności podczas czytania. Ostatnie 300 stron pochłonęłam w ciągu jednego dnia, co u mnie, odkąd jestem szczęśliwą matką dwójki rozrabiaków, zdarza się bardzo, bardzo rzadko. I niech to będzie najlepsza z możliwych rekomendacja, dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji przeczytać tej powieści.

Ocena: 5/6.


środa, 6 stycznia 2016

Podsumowanie 2015 roku



Lubię podczytywać podsumowania i zestawienia ile kto przeczytał książek i jakie się najbardziej podobały. W tym roku także postanowiłam zrobić małe podsumowanie i chociaż nie bloguję w szaleńczym tempie (chociaż po ostatnich życzeniach ulubionej autorki powinnam zacząć ;) ) to czytam nieprzerwanie. Daleko mi oczywiście do rekordzistów czytających powyżej 100 książek rocznie, ale wynik 65 jest dla mnie satysfakcjonujący. W tych 65 książkach zmieściło się 45 napisanych przez polskich autorów i autorki oraz 20 przez zagranicznych. 

Jeżeli chodzi o ilość przeczytanych książek tego samego autora prym wiedzie Olga Rudnicka, której przeczytałam jedenaście książek - autorka uwiodła mnie swoim poczuciem humoru oraz umiejętnością wymyślania absurdalnie zabawnych sytuacji. Na drugim miejscu uplasowała się Nora Roberts - siedem romansów, lektura tzw. szybka, łatwa i przyjemna. Trzecie miejsce zajął Andrzej Pilipiuk z pięcioma książkami - świetny cykl Kuzynki i  jeden zbiór opowiadań. Poza podium, ale też dobry wynik (cztery książki) osiągnęłam z dwiema wspaniałymi polskimi autorkami Magdaleną Witkiewicz i Nataszą Sochą.

Teraz przychodzi czas na najważniejszą ocenę książek przeczytanych w roku 2015, czyli ta najgorsza i ta najlepsza. Do najgorszych zaliczam dwie książki: "Ekspedycję" Jamesa Rollinsa (przekombinowana w moim odczuciu) oraz "Droga do domu" Gabrieli Gargaś (mocno się wynudziłam). Długo się zastanawiałam nad najlepszą książką 2015 roku, ale nie mogę wskazać jednej, ponieważ na wyróżnienie zasługują dwie powieści. Pierwszą z nich jest "Córeczka" Liliany Fabisińskiej - moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale na pewno nie ostanie, pięknie opisana historia poruszająca bardzo trudny i ważny temat wirusa HIV. Drugą najlepszą książką jest "Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz - piękna i wzruszająca opowieść o miłości, przedstawiona w taki sposób, że na samo wspomnienie czuję cisnące się pod powieki łzy...

2015 rok zakończony, a jaki będzie 2016? Czy już czekam na jakieś książki? Oczywiście! Pierwsza w kolejności "Awaria małżeńska" Magdaleny Witkiewicz i Nataszy Sochy już 20 stycznia! Oprócz tego zapowiedziane dwie kolejne książki Magdaleny Witkiewicz, a także "Wędrujący nieboszczyk" Małgorzaty Kursy, na które jeszcze trochę trzeba będzie poczekać.

Życzę sobie i Wam, żeby 2016 rok obfitował w cudowne lektury odciskające piętno w pamięci.


wtorek, 20 października 2015

Olga Rudnicka - kryminały na wesoło, których nie można ominąć!

Olga Rudnicka - czy ktoś o tej pani jeszcze nie słyszał? Jeżeli nie, to trzeba to jak najszybciej nadrobić! Absolwentka pedagogiki, pracująca jako asystentka osób niepełnosprawnych, młoda dziewczyna, która ma już niezły dorobek pisarski na swoim koncie. Jej książki to powieści kryminalne na wesoło.

Moja przygoda z twórczością Olgi Rudnickiej zaczęła się zupełnym przypadkiem, kiedy to w bibliotece trafiłam na "Fartowny pech". I to był ten moment, w którym przepadłam. Ta książka na pierwszych stronach miała więcej humoru niż niejedna dwustustronicowa powieść. Nawet w pracy czytałam fragmenty powieści, bawiąc do łez koleżanki w biurze. 

Jestem już po lekturze następujących książek tej autorki: "Fartowny pech", "Zacisze 13", "Zacisze 13. Powrót", "Martwe jezioro", "Czy ten rudy kot to pies", "Natalii 5", "Drugi przekręt Natalii" oraz "Do trzech razy Natalie" i muszę stwierdzić, że wszystkie są na naprawdę bardzo wysokim poziomie. W każdej z tych powieści znajdziemy kryminalną zagadkę, która pociąga za sobą nieprzewidywalne w skutkach wydarzenia, a wszystko to okraszone sporą dozą czarnego i nie tylko humoru.

Olga Rudnicka ma wspaniały talent do wymyślania absurdalnie zakręconych historii, które bawią do łez, a najlepsze w tym jest to, że podczas czytania człowiek zaczyna kombinować, że w sumie coś takiego mogłoby się wydarzyć naprawdę. Bohaterowie także są wyraziści i interesujący, autorka umiejętnie ich wykreowała. A do tego są bardzo ludzcy, nie są jednoznacznie dobrzy lub źli, pozytywne postaci niejednokrotnie kręcą, chachmęcą, mataczą i oszukują, stając się tym samym bardziej realnymi. W końcu każdy ma w sobie zalety i wady, nie ma ludzi idealnych.

Widać, że autorka nie bardzo lubi rozstawać się ze swoimi bohaterami, stąd kontynuacje przygód poszczególnych bohaterów. Ja najbardziej polubiłam Natalie i aż nie chce mi się wierzyć, że w najbliższym czasie nie są planowane żadne ich przygody. Nie mam pojęcia jak autorka wymyśliła tak zakręcone i pogmatwane losy pięciu kobiet, ale efekt jest porażający. 

Reasumując muszę stwierdzić, że Olga Rudnicka zupełnie zasłużenie staje na podium królowych polskiego kryminału na wesoło, zaraz po Joannie Chmielewskiej oraz obok Małgorzaty Kursy. Jeżeli lubicie którąkolwiek z wymienionych autorek, a nie znacie twórczości pani Rudnickiej, to nie wahajcie się ani chwili tylko łapcie za "Natalii 5" albo jakąś inną powieść autorki - na pewno się nie zawiedziecie.

Ocena zbiorcza: 5-6/6.

Książki przeczytane w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III... 

piątek, 9 października 2015

"Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz - powieść pełna wzruszeń i emocji...

"Po prostu bądź" to najnowsza, trzynasta już powieść poczytnej autorki - Magdaleny Witkiewicz, która ma na swoim koncie książki o różnej tematyce: poważne, zabawne, erotyki, a także opowieści dla dzieci. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych autorek, także nie ma co się dziwić, że wzięłam się za lekturę jak tylko książka wpadła w moje ręce.

Kiedy rozpoczęłam czytanie sądziłam, że została tu przedstawiona historia jakich wiele, i że raczej niczym nie zostanę zaskoczona, ale wcale tak nie było. Paulina chce zostać architektem, i aby osiągnąć ten cel wyjeżdża na studia do Gdańska, zostawiając na wsi niezadowolonych rodziców. Jak można się spodziewać jej życie nie jest usłane różami, ale pewnego dnia poznaje przystojnego mężczyznę... Czy wtedy jej życie obróci się o 180 stopni? Nic więcej nie zdradzę, bo historia ta jest warta tego, abyście same ją poznały i dały się porwać tej feerii emocji. Ale powiem Wam, że opowieść nie jest banalna, a kiedy po pierwszych 50 stronach poczułam cisnące się pod powiekami łzy, już wiedziałam, że wzruszenia będą mi towarzyszyły podczas lektury.

Określenie, że jest to najpiękniejsza powieść o miłości jest jak najbardziej słuszne. Znajdziemy w niej różne rodzaje miłości od tej najzwyklejszej, chociaż wcale nie prostej, miłości kobiety do mężczyzny, poprzez miłość przyjacielską, siostrzaną, aż po rodzicielską - każda z nich jest inna i inaczej została przedstawiona w powieści,  a wspólny mianownik jest taki, że nie pozwalają pozostać czytelnikowi obojętnym. Czytając angażujemy się w opowieść, jakby dotyczyła nas samych, albo kogoś z naszego otoczenia. To zasługa talentu Magdaleny Witkiewicz, która potrafi sprawić, że identyfikacja z bohaterkami przychodzi samoistnie i nie ma się na nią wpływu. I to co najważniejsze: autorka zwraca uwagę na to, że najważniejsza jest komunikacja, rozmowa z bliskimi o tym co nas boli, o tym co nas cieszy, nie można skrywać w sobie uczuć, bo może to doprowadzić do poważnych sytuacji, które z czasem stają się niemożliwe lub bardzo trudne do wyjaśnienia.

Magdalena Witkiewicz jest określana jako specjalistka od szczęśliwych zakończeń, ale podczas czytania tej powieści wcale nie byłam pewna, czy autorka nie spłata mi figla i szczęście nie odnajdzie drogi do głównej bohaterki. Musicie same sprawdzić czy szczęśliwe zakończenie miało jednak miejsce w "Po prostu bądź". I mogę Wam zagwarantować, że czas który spędzicie z tą książką nie będzie dla Was czasem straconym, bo to po prostu piękna i mądra książka.

Ocena: 6/6.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III...







wtorek, 6 października 2015

"Córeczka" Liliany Fabisińskiej

„Córeczka” Liliany Fabisińskiej swoją premierę miała już jakiś czas temu. U mnie na półce także trochę poczekała zanim po nią sięgnęłam. Zawsze tak mam, że kiedy książka zdobywa głównie pozytywne recenzje, to ja obawiam się, że do mnie nie trafi. W przypadku tej powieści moje obawy były zupełnie niesłuszne, już dawno żadna opowieść nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak właśnie „Córeczka”.

Kiedy w drzwiach znanej i lubianej pani psycholog staje nastolatka, niewidziana od ośmiu lat, od razu można się domyślać, że nie będzie to łatwa i przyjemna historia. Wraz z dziewczynką powracają wspomnienia, które Agata dawno temu głęboko ukryła i nie planowała do nich wracać. Przecież jest szczęśliwą żoną, matką, a także ekspertką od wychowywania dzieci. Niestety życie nie zawsze jest proste, jakbyśmy tego oczekiwali. Aby spełnić obietnicę złożoną dziewczynie główna bohaterka będzie musiała się naprawdę poświęcić. Czy jej się uda, czy miłość do męża przetrwa tę niełatwą próbę?

Rewelacyjnie skonstruowana fabuła – tak naprawdę do końca nie wiedziałam co i jak, i co tak naprawdę się wydarzyło. Czegoś się domyślałam, spodziewałam się w jakim kierunku mogą podążyć niektóre wątki, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co przygotowała dla nas autorka. Postaci wykreowane są na najwyższym poziomie, bardzo realistyczne. Cała historia została tak skonstruowana, iż wydaje się z jednej strony jest niemożliwa do wydarzenia się, a z drugiej tak bardzo realistyczna i prawdopodobna. Majstersztyk.

Powieść porusza ważny i trudny zarazem temat wirusa HIV. I wstyd się przyznać, bo po tym jak stało się o nim głośno w latach 90tych jakieś informacje na ten temat posiadałam, ale jak się okazało nie były to żadne konkrety. A dzięki tej książce poszerzyłam wiedzę w tym zakresie, teraz wiem czego nie trzeba się obawiać w kontaktach z osobami zarażonymi, a także że nie tylko rozwiązłość seksualna może być przyczyną zarażenia.

„Córeczka” Liliany Fabisińskiej to książką, którą koniecznie należy przeczytać. Być może otworzy oczy niejednej osobie, a także spowoduje to, że Ci którzy nigdy testów na HIV nie robili, bez chwili zwłoki udadzą się do najbliższego punktu, zwłaszcza że testy można wykonać bezpłatnie i anonimowo.

Ocena: 6/6.


Książka przeczytana w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi III...