czwartek, 4 lipca 2013

7 razy dziś - Lauren Oliver

Tytuł: 7 razy dziś
Autor: Lauren Oliver
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2011




"7 razy dziś" to debiut literacki Lauren Oliver, a okładka informuje nas o tym, że przy okazji jest to międzynarodowy bestseller przetłumaczony na 21 języków. Kiedy zaopatrywałam się w tę książkę jakoś nie zwróciłam uwagi, że dotyczy ona nastolatek, co, przy rozpoczynaniu lektury, zaowocowało przebłyskiem "będzie ciężko" – na szczęście nie było tak źle.
Główną bohaterką jest Samantha Kingston – młoda, należąca do grupy "najważniejszych" dziewczyn oraz spotykająca się z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Mówi Wam to coś? Tak: typowy amerykański "dream". Sam poznajemy w Dniu Kupidyna, który to dzień ma być wyjątkowy. Po pierwsze dlatego, że na pewno otrzyma dużą ilość róż – wyznacznik popularności, po drugie na ten wieczór zaplanowała utratę dziewictwa z Robem, a po trzecie czeka ich wszystkich impreza organizowana przez jej kolegę z dzieciństwa, z którym nie rozmawia od dobrych kilku lat, Kenta. Nie wszystko dzieje się jednak tak, jak to sobie zaplanowała, a zdarzenie wieńczące wieczór rzutuje na kolejne wydarzenia i jest źródłem tego co ma dopiero nastąpić. A co to ma być? Tytułowe "7 razy dziś" – kiedy budzi się następnego dnia, z przerażeniem odkrywa, że znowu jest piątek 12 lutego – Dzień Kupidyna i tak oto Sam wpada w pętlę czasu.
Początek powieści ciągnie się niemiłosiernie i do około 100 strony żałowałam, że się za nią zabrałam. Jednak później było już trochę lepiej. I chociaż akcja nie powala dynamizmem, w końcu przeżywamy razem z bohaterką w kółko ten sam dzień, to książka się broni. Jesteśmy świadkami przeobrażenia Sam z zadufanej i antypatycznej dziewczyny w osobę, która zaczyna dostrzegać popełnione przez siebie i swoje przyjaciółki błędy. I na tyle, na ile jest w stanie, stara się poprawić ten dzień, aby przybrał formę idealnego i jak najlepiej przeżytego. Ale czy jej się uda? Teoretycznie ma na to siedem dni. Tylko co dalej?
Główna bohaterka nie zyskała mojej sympatii, tak samo jak i jej przyjaciółki. Pokazane są jako puste, złośliwe i wredne dziewczyny. Dla nich stwierdzenie "Jesteś suką" brzmi niemal jak komplement. Dziwi to w przypadku Sam, zwłaszcza, że nie przez cały czas była taką popularną szkolną postacią, były czasy kiedy to ona była pośmiewiskiem dla innych. Jednak szybko o tym zapomniała, kiedy dostała się do paczki "najfajniejszych" lasek, przestała się nawet odzywać do kolegi z dzieciństwa, bo nie był wystarczająco cool. Najbardziej mi przeszkadzało to, że, mimo iż Sam się zmienia, zaczyna zauważać innych i ich krzywdy, to nadal uważa Lindsay, Ally i Elody za swoje najlepsze przyjaciółki. Tak jakby przemiana nie nastąpiła do końca.
Wątek miłosny również się pojawia, tyle że w dosyć nietypowej formie, ponieważ w ciągu tych kilku powtarzających się dni Samantha zakochuje się w chłopaku, który darzy ją uczuciem od dawna i to jest także jeden z elementów jej odmiany.
Największym niedociągnięciem moim zdaniem jest zakończenie. Jest ono otwarte, pozostawia czytelnika z domysłami, ale ze zbyt wieloma. Bo tak naprawdę nie wiemy, czy ten ostatni siódmy dzień zakończa powtarzanie się Dnia Kupidyna, czy też będzie on trwał w nieskończoność. Brakowało mi tutaj jakiegoś większego konkretu.
Podsumowując książka nie jest wspaniała, ale też nie jest najgorsza. Język, jakim ją napisano jest dosyć prosty i przyjazny w odbiorze, więc czyta się ją szybko, jeżeli już przebrnie się przez te pierwsze strony, które działają lekko odstraszająco. Gdybym miała ją polecić to raczej nastoletnim czytelniczkom. Starsze osoby mogą drażnić główne postaci, no i wiadomo ich problemy, są to problemy amerykańskich nastolatek, także nie ma co oczekiwać zbyt wiele po tej lekturze.
Ocena: 3/6.

Książka przeczytana w ramach wyzwania: Lipcowa Trójka E-pik.

1 komentarz:

  1. Przyznam, że nie lubię otwartych zakończeń. Z książek tej autorki czytałam jedynie "delirium", które nie powaliło mnie na kolana, jednak "7 razy dziś" przeczytam, bo mam już na półce.

    OdpowiedzUsuń